GRUDZIEŃ TROCHĘ INNY NIŻ DO TEJ PORY, czyli o tym jak Grinch rozpoczął przygotowania do Świąt…

Latem 2012 roku z wrocławskiego lotniska wybrałam się w podróż, która była największym i jednocześnie najlepszym przypadkiem, który mógł mnie spotkać. Kiedy aplikowałam na wymianę w ramach programu Erasmus, moim pierwszym wyborem była Wielka Brytania, jednak ze względu na dużą konkurencję, zachęcona zostałam do wyboru kilku innych opcji. Ponieważ kilka lat wcześniej byłam z moją mamą na objazdowej wycieczce po Norwegii, która chyba każdego rozkochuje po pierwszym spotkaniu, kierunek był oczywisty. W tamtym czasie, z moją uczelnią współpracował w Norwegii jedynie Uniwersytet Bergen, w którym podobno pada około 260 dni w roku. Uparłam się na Skandynawię, ale deszcz skutecznie zniechęcił mnie do Bergen, miałam więc już tylko do wyboru Uniwersytet Rovaniemi w Finlandii (co ciekawe, w Bergen wylądowałam kilka lat później). Jestem raczej zorganizowana i zdroworozsądkowo, trzeźwo stąpam do ziemi, ale z jakiegoś powodu, wieczór przed składaniem dokumentów w ramach rekrutacji, nie sprawdziłam gdzie dokładnie leży Rovaniemi. Profesor kiedy zobaczył mój wybór powiedział: „Wyśle nam Pani zdjęcie ze Świętym Mikołajem!”, co nadal do końca nie otworzyło mi oczu (co ten stres robi z człowiekiem!:)) Jeszcze tego samego dnia koleżanka wiedząc, że wyjechać mam na semestr zimowy zmartwiła się, że będzie tam zimno, a ja odrzekłam, że nie jest to tak bardzo na północ… No cóż, zdziwiłam się lekko patrząc po ogłoszeniu wyników rekrutacji na mapę:)

Właśnie tak wylądowałam ponad 2 tysiące kilometrów od Wrocławia, 8 kilometrów od Koła Podbiegunowego, w stolicy Laponii i miejscu zamieszkania Świętego Mikołaja.

Dziś siedzę we Wrocławiu, a za oknem kilka centymetrów śniegu. Widok, który cieszy tym bardziej, że kilka ostatnich lat było w niego ubogich. Czy tylko ja mam wrażenie, że natura wzięła oddech i wraca na właściwe tory? Oby!

Na nartach jeżdżę od 3 roku życia, więc miłość do zimy mam w sobie od dziecka, ale to właśnie kilkumiesięczna wizyta w Rovaniemi rozkochała mnie w zimie do cna. To tam, mam wrażenie, poczułam jak bardzo potrzebny był mi powrót do natury. Każda ścieżka, którą się tam wybierze, po chwili prowadzi nas skrajem lasu, tuż za oknem akademika przechadzają się renifery i ciekawsko spoglądają na uradowanych widokiem studentów, a nocą na bezchmurnym, rozgwieżdżonym niebie tańczy zorza. Wszystko co najciekawsze, najpiękniejsze jest za oknem, poza ekranem. W takim miejscu łatwo znów poczuć się częścią świata natury. Właśnie od Finów wiele innych narodów mogłoby się nauczyć współżycia ze środowiskiem naturalnym. To co mnie najbardziej zaskoczyło i zauroczyło, to ich sposoby na radzenie sobie z surowym klimatem. Na co dzień, na zwykły ubiór codzienny, jeansy, koszulkę i sweter, nakłada się spodnie narciarskie i grubą kurtkę, które potem bez skrępowania w ogólnodostępnej, otwartej szatni można z siebie zdjąć. Na chodnikach i ulicach nie topi się lodu i śniegu solą, która po odwilży może przy bardzo niskich temperaturach powodować gołoledź, a wysypuje się drobny żwir lub piasek, które poprawiają przyczepność. Pewnie wielu z Was zaskoczy też, że cały rok, niezależnie od panujących temperatur (najniższą temperaturą, którą doświadczyłam było minus 27 stopni Celsjusza, ale w rzeczywistości to 16 stopni na minusie przy dużej wilgotności, było gorsze w zniesieniu) korzysta się z rowerów. Dla ciekawskich mogę dodać, że nie korzysta się ze specjalnych, mrozoodpornych, wysokogórskich rowerów (o ile takie istnieją:)), nie zakłada też raczej łańcuchów (istnieją igiełki, które przyczepić można do opon, ale mało kto z nich korzysta, bo nie sprawdzają się do końca). Poniżej minus 16 stopni opony przylepiają się lekko do podłoża, więc wysiłek staje się większy, ale dzięki temu już po chwili, niezależnie od panującego mrozu, mamy ochotę rozpiąć kurtkę i zdjąć z siebie gruby, wełniany sweter:)

Świeca Ava May o zapachu inspirowanym jarmarkiem świątecznym w Norymberdze, w której się urodziłam, to taki mały prezent ode mnie dla mnie na te święta:)

Na samym kole podbiegunowym mieszka też w końcu Święty Mikołaj! Ten najprawdziwszy, z długą siwą brodą, dużym brzuchem i w czerwonym, ciepłym kożuchu. Mówiące w kilku językach elfy w zielonych kubraczkach sortują na poczcie listy (których większość przylatuje z Polski!:)). Gdyby Rovaniemi leżało w USA, zapewne wyglądałoby bardziej jak Las Vegas. Natomiast tu w Finlandii, jest to trochę kiczowate, ale niemniej urocze miejsce. W domu Mikołaja jest wielki zegar, który pozwala zatrzymać czas, tak by każde dziecko mogło cieszyć się w Wigilię prezentem. Tuż przed wejściem do jego pokoju, na ekranie telewizora, oczekujący w kolejce mogą przyglądać się spotkaniom tych, którzy weszli do pokoju Mikołaja chwilę wcześniej. Ogromne ze zdumienia dziecięce oczy, wypieki i malujące się na buziach zaskoczenie i radość… to jest prawdziwa magia Świąt! To właśnie tam wróciło mi pewne wspomnienie… na programie pierwszym telewizji publicznej lata temu leciał Teleranek. Nigdy go nie oglądałam, ale ten jeden raz będąc dzieckiem, z zaciekawieniem usiadłam przed ekranem, bo niedługo przed Wigilią pokazywano wybierającego się w podróż Świętego Mikołaja. Siedziałam na podłodze w salonie i jak zaczarowana patrzyłam na śliczną drewnianą chatkę, ogrom śniegu, białe renifery i Mikołaja we własnej osobie, w wielkich drewnianych saniach. To wszystko wydało mi się tak piękne i nierealne, że pomyślałam, że pewnie nigdy tego na własne oczy nie zobaczę… to jedno wspomnienie stanęło mi przed oczami jak żywe i wtedy już wiedziałam, że w tej mojej podróży nie było ani grama przypadku, a zadziała się właśnie najprawdziwsza świąteczna magia!

Staram się więc te Święta odkrywać na nowo! W Rovaniemi sezon świąteczny zaczyna się dokładnie na miesiąc przed Wigilią, więc staram się nie przekraczać tego terminu. W tym roku miałam gości, więc dekoracje w domu pojawiły się wcześniej niż do tej pory i bardzo się z tego powodu cieszę, bo niewystarczająco nacieszyłam się nimi rok temu. Jak powiedziała moja koleżanka, wystarczyło trochę zieleniny rzuconej na regał, światełka i zrobiło się pięknie. Mam nadzieję, że instalacja wytrzyma do Świąt, ale niezależnie od tego czy tak będzie czy nie, ogromnie cieszyło mnie jej tworzenie. Zaznaczam, że żaden iglak nie ucierpiał podczas jej tworzenia, a gałęzie ktoś przygotował do wyrzucenia. Choinka nie załapała się na sesję, ale to zeszłoroczne drzewko, które przetrwało na balkonie. Cieszy tym bardziej, że miało 1,5 centymetrowe przyrosty, więc oby tak dalej!

Kiedy jako studenci spotkaliśmy się po raz pierwszy na wspólnej Wigilii, barszcz robiliśmy z proszku. Potem było już trochę lepiej, bo sięgnęliśmy po taki z kartonu, a już 2 lata temu, przed pandemią, kolega postawił nam poprzeczkę odrobinę wyżej, samemu robiąc zakwas. To było wyzwanie! Na szczęście, ten mój pierwszy barszcz w życiu, robiony na zakwasie przygotowanym tydzień wcześniej, według przepisu Rozkosznego wyszedł rewelacyjnie (oczywiście w mojej zupełnie nieobiektywnej opinii, ale fanką barszczu nie jestem;))! U mnie w domu na Wigilijnym stole królować będzie, jak co roku, grzybowa i żałuję tylko, że nie udało się na zbieranie grzybów wybrać jesienią. Gdy tylko zrobi się ciemniej wygonimy dzieciaki na przedsionek i podobnie jak one, z wypiekami na twarzy będziemy szukać na niebie pierwszej gwiazdki, tak by elfy uwijając się szybko, mogły wykonać swoją pracę. W tle zapewne będzie leciał Kevin, który od kilku lat bawi bardziej, a dokładniej od kiedy w jednym ze złodziejaszków dostrzegliśmy podobieństwo do siedzącego z nami wujka;)

W noc po Wigilii w gronie przyjaciół, we Wrocławiu niespodziewanie spadł śnieg. Jestem tu na tym swoim końcu świata trochę jak w Narnii! Według prognoz możemy spodziewać się śniegu też pod koniec grudnia i mam ogromną nadzieję, że tak będzie!

Mam też nadzieję, że cieszy Was on tak bardzo jak mnie i Coco:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s